Pisząc o „Bajce o tytanach i herosach” Agisa Z Cyreny, coraz mocniej dochodzę do wniosku, że jednym z jej najostrzejszych, a zarazem najmniej powierzchownie czytanych sensów jest nieufność wobec filozofii, która żyje sama dla siebie. Nie chodzi tu o prosty antyintelektualizm ani o pogardę dla myślenia. Przeciwnie: Agis myśli intensywnie, precyzyjnie i z wielką ambicją. Właśnie dlatego jego osąd jest tak ciężki. Nie występuje przeciw myśleniu jako takiemu. Występuje przeciw myśleniu, które odrywa się od prawdy, dobra i realnej poprawy człowieka. Wtedy filozofia przestaje być drogą, a zaczyna być wyrafinowaną formą gadania.
To rozpoznanie nie pojawia się u niego jako jeden aforyzm rzucony mimochodem. Ono buduje się stopniowo, przez całą „Bajkę”. Już sam początek ustawia środek ciężkości w miejscu bardzo znamiennym. Tytuł nie prowadzi nas ku wielkiemu autorowi, wielkiej doktrynie ani wielkiej wiedzy. Prowadzi ku „genialnemu czytelnikowi”. To nie jest niewinny zabieg. Agis od początku przesuwa uwagę z produkowania wzniosłych słów na jakość odbioru i przemiany człowieka. To pierwszy znak, że nie interesuje go filozofia jako pomnik intelektualny. Interesuje go raczej to, co dzieje się z duchem, który styka się z prawdą albo od niej ucieka.
Z tego samego powodu tak wcześnie i tak brutalnie rozbija kult osób, nowości i stylu. Człowiek niedojrzały pamięta filozofa zamiast jego słów, zachwyca się formą, bierze nowe szaty języka za nową myśl. Dla Agisa są to rzeczy niższe. Mogą być efektowne, mogą być pociągające, mogą nawet chwilowo pobudzać, ale nie są ostateczne. Już tutaj zaczyna działać jego najwyższa miara. Nie pyta: czy to błyskotliwe? czy to nowe? czy to robi wrażenie? Pyta raczej, co to robi z człowiekiem i czy prowadzi go ku temu, co najważniejsze.
Bardzo mocno widać to w jego stosunku do wiedzy. Jeden z najważniejszych ruchów „Bajki” polega na odebraniu wiedzy pozycji bożka. Kiedy Agis mówi, że świat opiera się nie tyle na wiedzy, ile na wierze, nie robi tego po to, by wygrać paradoks. Rozbija pychę poznawczą. Pokazuje, że człowiek czci coś, co w rzeczywistości ma ograniczony zakres, cienką podstawę i łatwo przechodzi w społeczną wyrocznię. To nie jest bunt przeciw myśleniu. To jest sąd nad myśleniem, które samo sobie przypisuje rangę najwyższą. Jeśli wiedza nie prowadzi do dobra, jeśli staje się świątynią pychy, to nie tylko nie zbawia człowieka, ale wręcz może go od rdzenia oddalać.
Jeszcze wyraźniej pracuje ten sam mechanizm w rozdziale o słowie. Agis potrafi wynieść słowo bardzo wysoko, dać mu niemal królewską potęgę, a zaraz potem odebrać mu boskość. To właśnie tutaj ujawnia się cała jego surowość. Słowo może być wielkie. Może budzić, ranić, prowadzić, podporządkowywać. Ale jeśli człowiek zaczyna czcić samo słowo, samą formę, samą konstrukcję, samą błyskotliwość, wtedy wszystko się odwraca. To, co miało być narzędziem, zaczyna być pomnikiem. To, co miało prowadzić, zaczyna zniewalać. I właśnie tutaj rodzi się filozofia jałowa: nie jako brak inteligencji, lecz jako inteligencja, która zaczyna żywić się sobą.
Najostrzejsze sformułowanie tej miary pada w rozdziale o filozofach. Agis pyta, jakie dzieło wznieśli ci filozofowie poza bezużytecznymi słowami, które mogłyby zmienić jego osąd, i zaraz potem odpowiada, że uznaje tylko jedno: zmianę na lepsze ludzkiej natury. Wszystkie inne dzieła są bezwartościowe. To jest moment bardzo ważny. Wielu czytelników może potraktować go jako przesadę, ale moim zdaniem nie jest to hiperboliczny wybuch. To jest punkt, do którego „Bajka” dochodziła od początku. Kiedy rozbija kult autorytetu, nowości, wiedzy, formy, sukcesu i społecznego uznania, nie robi tego po to, by zostawić pustkę. Robi to po to, by coraz ostrzej ustawić jedno pytanie: czy z tego wszystkiego rodzi się realnie lepszy człowiek?
Właśnie tutaj zaczyna się największa siła Agisa. On nie daje się już zadowolić żadną miarą niższą. Nie obchodzi go filozofia jako gra pojęć, jeśli nie prowadzi do prawdy. Nie obchodzi go prawda sama jako trofeum intelektualne, jeśli nie prowadzi do dobra. Nie obchodzi go kultura jako zbiór form, jeśli nie oczyszcza człowieka. Nie obchodzi go wielkość autora, jeśli nie ma przełożenia na życie ducha. To jest myślenie radykalne, ale właśnie przez to tak mocne. W porównaniu z nim ogromna część tego, co zwykle uchodzi za filozofię, zaczyna wyglądać jak krążenie po niższych piętrach.
Najważniejsze jest jednak to, że Agis nie zatrzymuje się na samej pogardzie dla jałowej filozofii. On równocześnie dookreśla, czym jest dobro. I robi to nie przez szkolną definicję, tylko przez coraz wyraźniejsze wskazania. Dobro wiąże się z oczyszczeniem człowieka z pychy. Dobro wiąże się z nieuleganiem pomnikom. Dobro wiąże się z odrzuceniem sukcesu jako miary ostatecznej. Dobro wiąże się z nieślepotą na cudze cierpienie. Dobro wiąże się z czystością uczuć, z niewyrządzaniem krzywdy własnemu sercu, z nieprzyzwyczajaniem się do podłego działania. Dobro nie jest tu abstrakcją. Jest stopniowo odsłanianym rdzeniem człowieczeństwa.
Bardzo ważny jest też fakt, że Agis nie jest prostym niszczycielem rzeczy pośrednich. Dopuszcza, że słowa mogą być choćby „radosną biesiadą umysłu”, że dzieło może pobudzać, poruszać, a nawet pośrednio ulepszać. Nie chodzi więc o to, że kultura, forma, literatura albo zabawa myśli są niczym. Chodzi o to, że nie wolno robić z nich pomników. Mogą być narzędziami. Mogą być drogami niższymi. Mogą coś przygotowywać. Ale jeśli uzurpują sobie miejsce najwyższe, stają się złudzeniem. I właśnie wtedy filozofia staje się jałowa: gdy zapomina, że jest tylko narzędziem.
W tym świetle bardzo wyraźnie widać, dlaczego Agis tak ostro sądzi pewien typ filozofii. Nie dlatego, że stawia pytania. Nie dlatego, że używa pojęć. Nie dlatego, że myśli abstrakcyjnie. Potępia ją dlatego, że z rzeczy najważniejszych robi nieskończoną grę rozróżnień, zamiast prowadzić do rdzenia. Człowiek przecież rozpoznaje podłość, nawet jeśli potrafi ją zagadać. Rozpoznaje pychę, nawet jeśli buduje wokół niej system. Rozpoznaje zranienie serca, nawet jeśli nazwie je losem, koniecznością albo namiętnością. W tym sensie filozofia jałowa nie tyle odkrywa nowe rzeczy, ile rozmywa rzeczy oczywiste. I właśnie dlatego Agis traktuje ją tak surowo.
W tym miejscu wraca do mnie jedno z najważniejszych jego rozpoznań: prawdziwy problem nie polega na tym, że prawda jest głęboko ukryta, lecz na tym, że wypaczony duch nie chce jej widzieć. Jeśli tak, to ogromna część filozofowania okazuje się nie drogą do prawdy, ale ucieczką od niej. Człowiek zamiast rozpoznać rdzeń zaczyna go obracać, rozkładać, komplikować i przesłaniać. Wtedy nawet najbardziej wyrafinowane myślenie staje się wtórne. Może być imponujące, ale nie jest wysokie. Może być zręczne, ale nie jest wielkie.
W tym właśnie sensie stale wracają do mnie słowa Agisa z Cyreny: „Jakież jednak ci filozofowie wznieśli dzieło, oprócz swych bezużytecznych słów, które by mogło mój osąd zmienić? Wszelako jedne jest tylko, jakież uznaję – zmianę na lepsze ludzkiej natury. Wszelkie inne dzieła są bezwartościowe”. Nie traktuję tego jako jednego z wielu efektownych aforyzmów. To jest miara podstawowa. Jeśli metoda, dzieło, filozofia, kultura czy słowo nie prowadzą ani do prawdy, ani do poprawy człowieka, to cała reszta — błyskotliwość, sława, wpływ, kunszt i intelektualny prestiż — staje się tylko bardziej wyrafinowaną formą gadania dla gadania.
I właśnie dlatego „Bajka” jest tak nieprzyjemna dla filozofii zakochanej w sobie. Ona nie pyta, jak subtelna jest twoja teoria. Nie pyta, jak rozległa jest twoja erudycja. Nie pyta, jak wyszukana jest twoja argumentacja. Pyta tylko: czy to prowadzi do prawdy i czy czyni człowieka lepszym. Jeśli nie, to wszystko inne spada niżej. To jest sąd bardzo prosty, ale przez to niemal niemożliwy do unieważnienia. Właśnie dlatego ta książka tak mocno boli tam, gdzie zwykle jest wygodnie. Bo nie wystarczy przy niej dobrze myśleć. Trzeba jeszcze odpowiedzieć, czy nasze myślenie do czegokolwiek naprawdę prowadzi.
Autor recenzji: Krzysztof Jagielski, autor w redakcji Mindly.pl
Chcesz z nami współpracować? Chcesz udzielić wsparcia artyście? Masz pytania? Zapraszamy do kontaktu z Acropolis Portae Atelier.