Najmocniejsza teza, jaką da się obronić na podstawie „Bajki o tytanach i herosach”, nie brzmi: Agis pisze jak prawdziwy autor starożytny. Taka teza byłaby zbyt szeroka i zbyt łatwa do obalenia. Agis nie rekonstruuje historycznego języka antyku. Robi coś trudniejszego: buduje w polszczyźnie głos zgodny z naszym wyobrażeniem o tym, jak powinien brzmieć starożytny mędrzec. Nie odtwarza filologicznej prawdy o dawnych tekstach. Odtwarza ich psychiczny efekt: ton wyroku, napomnienia, maksymy, duchowego przewodnictwa i mowy wyższej od zwykłej rozmowy. Właśnie dlatego jego język jest zarazem dziwny i nośny.
Tę tezę trzeba jednak od razu doprecyzować. Nie chodzi o to, że Agis tylko „tworzy ton mędrca”. Gdyby cała rzecz polegała jedynie na wytwarzaniu autorytatywnego brzmienia, zabieg łatwo dałoby się sprowadzić do emfatycznej stylizacji. Tak nie jest. Genialność tej sztuczki polega na czymś trudniejszym: Agis wypowiada rzeczy naprawdę celne, ciężkie i przenikliwe, a dopiero potem podaje je w języku zgodnym z naszym wyobrażeniem dawnej mowy mądrości. Najpierw jest realna siła rozpoznania, potem dopiero dochodzi siła głosu. Właśnie złączenie tych dwóch płaszczyzn daje efekt tak mocny.
Dowód nie leży przede wszystkim w antycznej scenografii. Tytani, herosi, świątynie i bogowie jeszcze niczego nie dowodzą. Sama tematyka może być tylko dekoracją. Dowód leży głębiej: w samej robocie zdania. Już na początku nie dostajemy przezroczystej, współczesnej narracji, tylko mowę, która od razu ustawia się wyżej: „Błąd to powszechny zapamiętywać filozofa, a nie jego słowa”, a zaraz potem: „Droga do tej myśli jest, jak zauważyć możesz, wielce przewrotna”. To nie są zwykłe objaśnienia. To są formuły, które chcą brzmieć jak głos starszy od sytuacji rozmowy, głos mający prawo prowadzić. Właśnie tu zaczyna się sztuczka Agisa.
Najlepiej widać to w tych miejscach, gdzie głos przechodzi w ton prawie przykazaniowy. „Nie stań się też mędrcem ni nauczycielem. Pamiętaj, iż pełne uwielbienia oblicza głupców stają się zwierciadłem własnej pychy. Toteż nie spoglądaj w nie nigdy. Na niedostatek rozumu cierpi bowiem człowiek potrzebujący czcicieli.” To nie jest zwykła rada ani realistyczna obserwacja. To jest sekwencja nakazu, przestrogi i wyroku. Słowa „iż”, „toteż”, „bowiem”, konstrukcja „ni nauczycielem”, a przede wszystkim końcowy sąd o człowieku potrzebującym czcicieli budują ton, który współczesny odbiorca odruchowo rozpoznaje jako mowę mędrca. Nie realnego mędrca starożytności, lecz mędrca wyobrażonego: surowego, sentencyjnego, duchowo wyższego od zwykłej rozmowy.
Ale siła tego fragmentu nie bierze się tylko z tonu. Zdanie broni się również samą myślą. „Pełne uwielbienia oblicza głupców stają się zwierciadłem własnej pychy” jest rozpoznaniem psychologicznym bardzo ostrym i bardzo trafnym. „Na niedostatek rozumu cierpi bowiem człowiek potrzebujący czcicieli” także nie jest pustą pozą, lecz formułą niosącą realną diagnozę. I właśnie tu wychodzi na jaw wielkość Agisa: nie buduje pustego głosu autorytetu, lecz wypowiada rzeczy naprawdę celne w języku, który ten autorytet dodatkowo wzmacnia.
Jeszcze mocniejszy dowód daje zdanie pozbawione nawet antycznej dekoracji: „Nie myśl, że cię łajam. Dostrajam tylko słowa tak, by myśli wydały swe dźwięki w znośnej harmonii.” Tu nie ma tytanów, bogów ani świątyń, a jednak efekt jest natychmiastowy. Dlaczego? Bo zwykła czynność mówienia została od razu podniesiona do poziomu strojenia, dźwięku i harmonii. Mowa nie jest już tylko narzędziem komunikacji. Jest gestem kogoś, kto włada słowem z wyższego pułapu. To pokazuje, że Agis nie potrzebuje antycznej scenografii, żeby wytworzyć głos wyobrażonego mędrca. Wystarcza mu sama robota zdania.
A zarazem to zdanie nie jest tylko ładne. Ono zawiera celne samookreślenie własnej metody. Autor nie mówi po prostu: dobieram słowa. Mówi: dostrajam je, by myśli mogły zabrzmieć. Czyli znowu najpierw mamy realną myśl o języku, a dopiero potem jej wyższe, poetyckie podanie.
Podobnie działa fragment: „Siły owe będą ci potrzebne, gdyż jeszcze nie dotarłeś do miejsca, gdzie twój duch nic nie robi sobie z drwin, którymi głupcy obrzucą cię niczym kamieniami. Nie widzą swojej winy.” Znów nie chodzi o historyczną starożytność. Chodzi o psychiczny efekt. „Siły owe”, „dotarłeś do miejsca”, „twój duch”, „niczym kamieniami” – te elementy nie są realistyczną psychologią. Są mową przewodnika duchowego, jakiego współczesna wyobraźnia gotowa jest od razu uznać za głos starszy, twardszy i bardziej prawowity od zwykłej prozy. To jest właśnie język nie antyku, lecz naszego mitu antycznej mądrości.
A zarazem zdanie niesie realny sens: odporność ducha nie przychodzi sama, a drwina bywa formą przemocy. To kolejny raz pokazuje, że u Agisa nie ma pustej emfazy. Jest myśl, która sama się broni, i język, który nadaje jej status większy niż zwykła wypowiedź.
W tym sensie ważne są również monumentalne figury z pierwszych rozdziałów. „Pradawne legendy mówią o gigantach”, „starożytne rzeźby tytanów, popękane, zmiażdżone, starte na proch”, „pierwotna wiedza”, „świątynia wiedzy”, „wyrocznie”, „tytanomachia”. To wszystko oczywiście tworzy aurę dawności. Ale samo w sobie nie byłoby jeszcze rozstrzygające. Rozstrzygające jest dopiero to, że te figury są stale podawane tonem wyższym od zwykłej narracji. Agis nie tylko wprowadza gigantów i świątynie. On o nich mówi tak, jakby przemawiał z wnętrza starszej, większej tradycji. Stąd właśnie bierze się siła tych obrazów. Nie z ich historyczności, lecz z autorytetu, jaki otrzymują w głosie.
Szczególnie ważny jest rozdział „Tajemnica słowa”. „Sztuka słowa jest najwyższą ze sztuk. To odwieczne berło, które zgina kolana i kruszy wolę.” Trudno o lepszy dowód. To zdanie nie tylko opisuje potęgę słowa. Ono samo chce działać jak odwieczne berło. „Zgina kolana”, „kruszy wolę” – to są figury ustawione tak, by w odbiorcy powstało poczucie obcowania z mową większą niż zwyczajna wypowiedź.
I właśnie w tym miejscu Agis odsłania swój najwyższy podstęp. Zaraz po tej kulminacji pisze: „Nie zapominaj, iż to tylko znaki ułożone w zręczny wzór, ciesz nim oko, ale nie pozwalaj się zniewolić.” To miejsce jest kluczowe dla całej tezy. Najpierw autor buduje głos, któremu chce się ufać. Potem sam ostrzega, że taki głos może zniewalać. To już nie jest zwykła stylizacja. To świadomie zaprojektowana operacja na czytelniku.
Co więcej, i tu znów wraca najważniejsza rzecz, to zdanie nie broni się tylko tonem. Ono niesie realną, bardzo mocną myśl: nawet świetnie zbudowana forma może przejąć nad odbiorcą władzę. „Znaki ułożone w zręczny wzór” to nie błahy komentarz o stylu. To jedno z centralnych rozpoznań całej książki.
Ta sama logika działa dalej. „Skazany własnym wyrokiem na życie wewnątrz swojego ducha, by trwać niezłomnie – zbudować musiałem swe osobiste sanktuarium, świat zgodny z moim przekonaniem, w którym stałem się sobie sprawiedliwym sędzią i bezlitosnym katem.” To nie jest po prostu styl wysoki. To jest cały układ figur: wyrok, duch, sanktuarium, sędzia, kat. Współczesne wnętrze psychiczne zostaje tu wyrażone tak, jakby przemawiał asceta, sędzia i filozof zarazem. Nie realny autor starożytny, lecz jego współczesny fantazmat. Takie zdania nie mają nic wspólnego z przezroczystą komunikacją. One chcą mieć status wypowiedzi większej niż zwykła ludzka mowa.
A jednak znów nie chodzi tylko o kostium. To zdanie niesie realny sens o samotnym sądzie nad sobą, o próbie ustanowienia własnego ładu wewnętrznego, o brutalności takiego wysiłku. Dzięki temu brzmi nie jak wydmuszka, lecz jak poważna myśl, która dopiero potem zostaje wniesiona na wyższy poziom tonalny.
Dowód wzmacniają także partie pojęciowe. „Każde pytanie to tylko emisariusz myśli dokonanych, niemniej jednak jego wizyta może zbudować na nich jeszcze nieodkryte idee. Ślij go zatem tak często jak tylko możesz. Myśl nowa nigdy nie wypływa z nicości, jest zawsze na gruzach swych poprzedniczek stawiana.” Albo: „Jeśli zaś weryfikować wszystkiego nie możemy, a to co możemy też ma swój kres – to czymże jest ta wiedza jak nie wiarą?” Tu znów nie chodzi o dekorację, lecz o sam sposób podawania abstrakcji. Nie jest to zwykły wykład. Jest to mowa, która sama chce brzmieć jak zasada starsza od doraźnej debaty, jak wyrok albo sentencja. Nawet gdy Agis mówi czysto pojęciowo, mówi tak, jakby uruchamiał głos dawnego autorytetu.
I znów nie byłoby to warte wiele, gdyby same myśli były słabe. Tymczasem nie są słabe. Rozpoznanie, że pytanie przychodzi na gruzach wcześniejszych myśli, oraz że wiedza bez pełnej weryfikacji pozostaje formą wiary, ma własny ciężar niezależnie od tonu. To kolejny raz pokazuje, że u Agisa nie ma pustej emfazy.
Nieprzypadkowo równie mocno działają u niego wielkie personifikacje i zbitki pojęciowe. „Wiedza to zwykły oszust, wiara okryta płaszczem pychy”, „Posępna armia nieszczęść maszeruje równym rytmem po naszym życiu”, „sukces, tego bękarta ambicji.” Tu doświadczenie zwykłe zostaje od razu przeniesione na poziom symboliczny, monumentalny, niemal przypowieściowy. Wiedza nie jest neutralnym stanem umysłu. Staje się oszustem. Nieszczęścia nie są serią zdarzeń. Są armią. Sukces nie jest neutralnym wynikiem działania. Jest bękartem ambicji. Tak właśnie działa język, który nie chce tylko opisać świata, ale nadać mu rangę godną mowy „mędrca z dawnych czasów”. A zarazem wszystkie te formuły bronią się samą myślą. Nie są tylko ozdobne.
Najmocniejszy dowód przychodzi jednak w „Memento”, bo tam Agis sam odsłania mechanizm. Pisze, że mógłby użyć „górnolotnym mych słów doborze”, mógłby „połechtać mędrców”, mógłby wykonać „wieszcza zadanie”. To miejsce jest rozstrzygające. Autor nie tylko brzmi jak mędrzec. On wie, że potrafi zbudować taki głos, wie, że górnolotność może służyć maskowaniu niewiedzy, wie, że można odegrać „wieszcza zadanie”.
A skoro to wie, to nie można już twierdzić, że cały efekt „dawnego mędrca” jest tylko nieświadomą manierą. To jest świadoma operacja. Agis nie tylko brzmi jak głos wyobrażonej mądrości. On wie, że tak brzmi, i włącza tę wiedzę do samego dzieła. Jednocześnie także tutaj nie ma pustki. Samoopis górnolotnego tonu jako możliwej maski niewiedzy jest rozpoznaniem realnym i bardzo ważnym. To nie dekoracja. To samowiedza autora i samokrytyka formy.
I właśnie tu cały dowód się domyka. Agis nie rekonstruuje historycznego języka starożytnych. Agis nie pisze „jak naprawdę pisali starożytni”. Agis buduje w polszczyźnie głos zgodny z tym, jak współczesny czytelnik wyobraża sobie dawną mowę mądrości: sentencyjną, osądzającą, prawodawczą, duchowo wyższą od zwykłej rozmowy. Dowodem nie są tylko antyczne figury i tematy, lecz przede wszystkim sam sposób budowy zdań: ton wyroku, nakazu, przestrogi, poetyzacja aktu mowy, monumentalizacja pojęć i samoświadomość autora, że taki głos potrafi wytworzyć i że taki głos może uwodzić.
Ale na tym nie koniec. Cała sztuczka byłaby o wiele słabsza, gdyby Agis dawał czytelnikowi tylko efekt autorytetu. Jego wielkość polega na czymś trudniejszym: potrafi mówić rzeczy naprawdę mądre, celne i ciężkie w tonie, który uruchamia nasze wyobrażenie mędrca. Nie mamy więc do czynienia z pustym naśladownictwem autorytetu. Mamy do czynienia z myślą, która sama się broni, i z językiem, który tę myśl wynosi na poziom mowy większej niż zwykła. To właśnie dlatego jego styl działa tak silnie. Nie trafia w prawdę historyczną o antyku. Trafia w coś psychologicznie silniejszego: w naszą potrzebę usłyszenia mowy, która brzmi jak głos mędrca z dawnych czasów.
PS
Agis nie mówi głupich rzeczy w mądrym tonie ani nie unieważnia własnych rozpoznań przez to, że podaje je w języku podejrzanego autorytetu. Robi coś trudniejszego. Wypowiada rzeczy naprawdę celne i ciężkie, ale zarazem podaje je w formie, która pokazuje, że nawet prawda nie przychodzi do czytelnika niewinnie. Może zostać otoczona aurą wyższości, może uruchomić odruch czci, może zacząć działać jak nowa wyrocznia. Dlatego u Agisa nie zostaje podważona sama mądrość tych zdań, lecz możliwość ich niewinnego podania i niewinnego przyjęcia. I właśnie tu odsłania się pełna stawka tej sztuczki: nie chodzi o to, że Agis udaje mędrca, lecz o to, że pokazuje, jak nawet prawda wypowiedziana tonem mędrca natychmiast wchodzi w niebezpieczny obszar autorytetu, formy i pychy.
PPS
Agis robi jednak jeszcze coś więcej. Nie tylko pokazuje, że ton mędrca może uwodzić albo odpychać, nawet wtedy, gdy niesie rzeczywiście trafne rozpoznanie. Pokazuje również, że prawda w ogóle nie dociera do człowieka w stanie czystym. Zawsze przychodzi przez jakąś postać: przez ton, formę, obraz, rytm, autorytet albo opór. A każda taka postać zarazem coś odsłania i coś zniekształca. Dlatego stawką nie jest tu wyłącznie niebezpieczeństwo wysokiego tonu czy podejrzanego autorytetu. Stawką jest sam fakt, że nie istnieje niewinne medium prawdy. To właśnie dlatego u Agisa nawet zdania najmądrzejsze nie mogą po prostu „przyjść” do czytelnika bez ryzyka: forma może je wynieść, ale może też je wypaczyć, uczynić wyrocznią albo odrzucić od nich odbiorcę już na progu.
Autor recenzji: Krzysztof Jagielski, autor w redakcji Mindly.pl
Chcesz z nami współpracować? Chcesz udzielić wsparcia artyście? Masz pytania? Zapraszamy do kontaktu z Acropolis Portae Atelier.