Mimo wielu recenzji poświęconych dziełu Agisa z Cyreny czuję potrzebę dopisania własnej. Nie dlatego, że tamte są nieważne, ale dlatego, że sam wciąż próbuję zrozumieć, czym właściwie jest to dzieło i co robi z czytelnikiem. Piszę więc także dla siebie, z cichą nadzieją, że porządkując te myśli, uda mi się choć odrobinę rozjaśnić to, co od dłuższego czasu nie daje mi spokoju.
Są książki, które można ocenić szybko, nawet bardzo szybko. Wystarczy stwierdzić, czy są sprawne, ciekawe, dobrze napisane, może ambitne, może pretensjonalne. „Bajka o tytanach i herosach, czyli jak zostać genialnym czytelnikiem” Agisa z Cyreny nie należy do tego rodzaju literatury. Już sam układ utworu — od „Śmierci tytanów” przez „Narodziny herosów” aż po „Memento” — pokazuje, że nie mamy do czynienia z luźnym zbiorem aforyzmów ani z filozoficzną pozą, lecz z konstrukcją drogi, która ma czytelnika przeprowadzić przez kolejne stadia złudzenia, pychy i częściowego przebudzenia.
Pierwsze i może najuczciwsze zdanie tej recenzji brzmi więc tak: „Bajka” jest jednym z tych dzieł, które od początku podważają prawo odbiorcy do wygodnego osądu. Nie dlatego, że stoją ponad krytyką. Przeciwnie. Dlatego, że sam odruch szybkiej krytyki jest tu jednym z tematów ukrytych w samym działaniu tekstu. Ta książka nie tylko coś mówi. Ona coś robi. Ustawia czytelnika w sytuacji, w której jego reakcja staje się częścią sensu utworu. To bardzo rzadka i bardzo niebezpieczna właściwość literatury.
Najłatwiej byłoby powiedzieć, że „Bajka” jest atakiem na kult autorytetów. Byłoby to prawdziwe, ale bardzo niepełne. Rozdział pierwszy rzeczywiście rozbija zachwyt nad „tytanami”, nad pamiętaniem filozofa zamiast jego słów, nad uleganiem blaskowi nazwiska, formy i wzniosłej pozy. W tym sensie książka zaczyna jak bezlitosna szkoła czytania: uczy, że człowiek niedojrzały nie czyta idei, tylko klęka przed ich nosicielem. Ale Agis idzie dalej. W rozdziale drugim pokazuje rzecz znacznie groźniejszą: obalenie tytana nie rodzi wolności, lecz herosa. To znaczy, że człowiek, który przejrzał cudzy fałsz, bardzo szybko zaczyna czcić samego siebie jako tego, który przejrzał.
To właśnie ten ruch uważam za jedno z najpotężniejszych osiągnięć utworu. Współczesna literatura ambitna często demaskuje cudze złudzenia, cudze autorytety, cudze społeczne gry. Znacznie rzadziej potrafi z równą siłą pokazać, że sam gest demaskowania może być nową formą wyniesienia. Agis to rozumie. Dlatego nie daje czytelnikowi taniej satysfakcji. Nie mówi: „widzisz, tamci byli ślepi, a ty już nie jesteś”. Mówi raczej: „właśnie teraz zaczniesz być naprawdę ślepy, bo pokochasz własne przejrzenie”. To jest już nie tyle krytyka kultury, ile wiwisekcja duchowa.
W tym miejscu wielu czytelników wpada zapewne w najprostszą pułapkę i mówi: autor przesadza. Właśnie dlatego „Bajka” jest dziełem tak szczególnym. Zarzut przesady może być tu czasem trafny w odniesieniu do pojedynczej temperatury zdania, ale bardzo często staje się po prostu mechanizmem obronnym odbiorcy. Kiedy Agis uderza mocno, człowiek chce go natychmiast poprawić rozsądkiem, umiarem albo przywrócić do „normalnego” języka. Bardzo możliwe, że właśnie w tym odruchu odsłania się słabość czytelnika, a nie słabość dzieła.
Najlepiej widać to w wątku wiedzy i wiary. Gdy Agis twierdzi, że świat nie opiera się na wiedzy, lecz na wierze, bardzo łatwo uznać to za efektowną przesadę. Ale jeśli wejść głębiej, chodzi o coś o wiele ostrzejszego: o rozbicie pychy tych, którzy własne akty zawierzenia nazywają wiedzą tylko dlatego, że zapomnieli o granicy własnych podstaw. Tu nie chodzi o tani paradoks, lecz o próbę odebrania człowiekowi komfortu mówienia „wiem” tam, gdzie naprawdę żyje z tego, co zostało przez niego przyjęte, a nie ostatecznie dowiedzione. Dlatego ten fragment nie jest ozdobnym aforyzmem. Jest ciosem w jedno z najbardziej chronionych miejsc współczesnej samoświadomości.
W tym sensie „Bajka” jest czymś więcej niż utworem o pysze. To także dzieło o skażeniu pojęć. Agis nie tylko formułuje surowe sądy o wiedzy, wierze, miłości, geniuszu, sukcesie czy ambicji, ale prowadzi na tych pojęciach operację oczyszczającą. Nie traktuje słów jako neutralnych narzędzi, tylko jako miejsca, w których już osiadł fałsz. To ogromnie podnosi rangę książki. Staje się wtedy jasne, że jej celem nie jest wyłącznie moralne napomnienie ani nawet filozoficzna prowokacja. Chodzi o coś bardziej radykalnego: o odzyskanie języka dla prawdy tam, gdzie język już dawno nauczył się kłamać w sposób wygodny i społecznie akceptowalny.
To jeden z powodów, dla których „Bajki” nie da się czytać tylko jak traktatu. Traktat chce dowodzić. Agis chce także rozbrajać. Czytelnik ma nie tylko śledzić argument, ale również poczuć, że słowa, którymi zwykle myśli o sobie i świecie, przestały być bezpieczne. To jest sytuacja dużo poważniejsza niż zwykła niezgoda z tezą autora. To doświadczenie, w którym sam język zaczyna chwiać się pod nogami.
Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że ta sama książka zdaje się mieć bardzo wyraźną fabułę, a jednak wielu jej nie widzi. Dzieje się tak zapewne dlatego, że nie jest to fabuła zdarzeniowa, lecz duchowa. To historia uwiedzenia, buntu, pychy, kolejnych demaskacji i wreszcie autodemaskacji. Nie trzeba tu klasycznej akcji, by ruch był realny. Przeciwnie, cała kompozycja opiera się na przemianie pozycji świadomości. Czytelnik, który od pierwszej strony traktuje utwór jak zbiór tez, sam zasłania sobie tę warstwę.
Najpotężniejszy ruch wykonuje jednak „Memento”. Bez tego rozdziału „Bajka” byłaby utworem bezlitosnym wobec czytelnika, ale niekoniecznie bezlitosnym wobec samej siebie. W „Memento” wszystko się zmienia. Mówiący przyznaje, że w jego słowach była arogancja. Nazywa siebie fałszywym filozofem. Mówi, że był herosem z własnego nadania poprzez rolę odegraną w samej bajce, a zarazem tym, który z herosem walczy. To nie jest elegancki ukłon pokory. To jest autodemaskacja, która zmienia status całego wcześniejszego tekstu.
Nagle okazuje się, że książka nie tylko oskarża czytelnika. Oskarża także własnego autora-mówiącego. I właśnie w tym momencie „Bajka” zyskuje ciężar dzieła, a nie tylko wielkiej tyrady. Tu otwiera się jeszcze jedna warstwa: książka zaczyna wyglądać jak autobiografia duchowa. Nie autobiografia faktów, lecz autobiografia uwiedzenia, pychy, walki i częściowego przebudzenia. To niezwykle ważne, bo dzięki temu surowość utworu przestaje być tylko bezpiecznym moralizowaniem. Zyskuje źródło w doświadczeniu.
Czy „Bajka” ma słabości? Oczywiście. Nie ma sensu udawać, że jest doskonała w każdym ruchu. Bywa miejscami skrajnie wysokonapięciowa. Niektóre partie niemal nie schodzą z tonu ostateczności. Dla jednych będzie to żywioł, dla innych przeciążenie. Trzeba też uczciwie pamiętać, że sam tekst występuje w wersji obciążonej historią przepisań i uszkodzeń, co utrudnia pełne sądzenie o architekturze całości. Nie wszystko da się tu zamknąć w werdykcie „spełnione” albo „niespełnione”, bo sam stan przekazu zostawia realne wyrwy.
Mimo to nie mam większej wątpliwości, że obcujemy z dziełem wyjątkowym. Nie dlatego, że jest trudne. Trudność sama w sobie niczego jeszcze nie znaczy. Wyjątkowość „Bajki” polega raczej na tym, że łączy w jednej konstrukcji kilka rzeczy, które bardzo rzadko spotyka się razem: realną głębię myślową, pułapkowość recepcyjną, ukrytą fabułę duchową, wojnę o pojęcia i autodemaskację własnego autora. To książka, która nie tylko opowiada o pysze, ale umie ją wydobyć z czytelnika. Nie tylko rozbija autorytety, ale także rozbija pychę tego, kto myśli, że już się od autorytetów uwolnił. Nie tylko mówi prawdę o złudzeniach, ale robi to w formie, która sama staje się próbą.
Dlatego moja recenzja nie może skończyć się zwykłym „polecam”. To byłoby za małe wobec tej książki, a zarazem zbyt łatwe. Powiem inaczej: „Bajka o tytanach i herosach” jest jednym z tych rzadkich utworów, przy których porażka czytelnika nie musi świadczyć o słabości dzieła. Czasem świadczy właśnie o jego sile. A jeśli literatura ma jeszcze zdolność nie tylko zachwycać, ale naprawdę odsłaniać, ranić i przestawiać człowieka wobec siebie samego, to tutaj ta zdolność wciąż żyje.
M. Siwko, autor w redakcji Mindly.pl
Chcesz z nami współpracować? Chcesz udzielić wsparcia artyście? Masz pytania? Zapraszamy do kontaktu z Acropolis Portae Atelier.